To jedno z najczęściej zadawanych pytań - czy lepiej rezerwować z dużym wyprzedzeniem, czy poczekać na atrakcyjne last-minute? W poniższym filmie odpowiadam szczegółowo, kiedy jaka strategia ma sens.
Co warto zapamiętać z filmu
Wakacyjne szczyty (lipiec-sierpień, ferie zimowe, święta, majówka) to czas najwyższych cen - tu wyprzedzenie 6–9 miesięcy potrafi być kluczowe. Dotyczy to również popularnych kierunków egzotycznych w sezonie suchym.
Last-minute ma sens głównie w okresach niskiego popytu, poza sezonem, na kierunkach, gdzie touroperatorzy przeszacowali obłożenie i muszą pozbywać się miejsc. W sezonie to zwykle mit - "last-minute" z cennika promowego bywa droższe niż oferta zarezerwowana pół roku wcześniej.
Moje rekomendacje
Kierunki egzotyczne (Tajlandia, Zanzibar, Malediwy, Dominikana, Meksyk) - planujmy 6–10 miesięcy wcześniej. Loty tanieją przy wczesnej rezerwacji, a baza hoteli jest szersza.
Europa (Grecja, Hiszpania, Włochy, Chorwacja) - optymalnie 3–5 miesięcy przed wylotem. Po tym czasie ceny lotów rosną skokowo.
City breaks (Rzym, Paryż, Praga, Budapeszt) - 2–3 miesiące przed wyjazdem, czasami można złapać promocję 2-3 tygodnie wcześniej, zwłaszcza w Ryanair/Wizz Air.